Ksišżki i czytelnictwo

    Książki i czytelnictwo esej

    Książki są w moim życiu chyba od zawsze. Na pewno od zawsze je pamiętam.

    Moi rodzicie czytali mi często, a ja bardzo często widziałam ich z książką w ręku. W naszym domu było wiele książek. To były książki towarzyszki, a nie książki stojące na półce. Zawsze gdzieś w domu leżała książka czytana przez mamę albo tatę. Od nich nauczyłam się zabierać książki ze sobą do toalety i niestety również do wanny.

    Do tej pory za jedną z większych przyjemności uważam gorącą kąpiel z dobrą książką.

    Nie pamiętam tego jak uczyłam się czytać. Pamiętam natomiast pierwszą przeczytaną samodzielnie książkę. Była to książka Jerzego Broszkiewicza „ Ci z dziesiątego tysiąca”. Tak właściwie można powiedzieć, że książki tej nie przeczytałam, a po prostu połknęłam – czytałam cały dzień i część nocy. Podejrzewam, że rodzice nie zaganiali mnie do spania tylko dlatego, że sami są pasjonatami czytania. Od tej pory książka stała się moim towarzyszem, pocieszycielką, uspakajaczem, inspiracją życiową.

    Dzięki mojej babci poznałam poezję Juliana Tuwima który stał się moim ulubionym poetą.

    Moja babcia miała bardzo słaby wzrok, właściwie nie była w stanie czytać samodzielnie więcej niż kilka linijek – zakładała wtedy silne okulary a dodatkowo do ręki brała lupę.

    Dlatego często jej czytałam. Głównie wiersze Juliana Tuwima o których później rozmawiałyśmy. Nauczyła mnie odnajdywania piękna w tekstach rymowanych, zauważać piękno języka polskiego, różnorodność form stylistycznych stosowanych w wierszach.

     Teraz patrzę na czytelnictwo również z innej strony. Nie tylko jako odbiorca literatury, również jako rodzic młodych odbiorców literatury. Mam dwójkę dzieci ośmioletnią córkę i sześcioletniego syna. Córka skutecznie zaraziła się pasją czytelniczą. Zaczynaliśmy od wspólnego czytania książek, a teraz już najczęściej czyta sama. Zdarza jej się też, że czyta książki swojemu bratu. syn na razie jest na etapie nauki czytania – czyta proste wyrazy – dom, mama, tata itd. Ale już w tej chwili widać u niego wielką miłość do książek.

    Mój syn ostatnio preferuje raczej encyklopedie dziecięce, książki o pojazdach ze szczegółowym ich opisem, niż literaturę piękną, ale wydaje mi się, że to po prostu taki etap w jego życiu.

    Moja córka natomiast czyta coraz więcej i coraz szybciej. Książki które czyta, są dla nas później przedmiotem wielu rozmów i rozważań. Wywołują w niej wiele pytań, zarówno o znaczenie wyrazów, jak i o sytuacje zaistniałe w tych książkach.

    Ja natomiast mam okazję do przeczytania po raz kolejny książek mojego dzieciństwa. Książki te często zaskakują mnie, odanjduję w nich zupełnie nowe elementy, przesłania. Odbiór części z nich zmienia się z wiekiem. Jako przykład niech posłuży mi cykl o Muminkach Tove Jansson.

    Ten cykl towarzyszy mi przez całe życie, czytałam go jako małe dziecko, później wracałam do niego. Nawet w pracy maturalnej znalazłam miejsce do umieszczenia wzmianki o Muminkach. A teraz odkrywam je na nowo.

    Dostrzegam o wiele więcej w postawie Mamy Muminka, która wcześniej była po prostu Mamą Muminka, a teraz stała się symbolem mamy stale zaangażowanej w życie swoich dzieci, będącej oparciem dla nich i ich opiekunką.

    Wiele radości daje mi również odkrywanie tego jak moje dzieci postrzegają poszczególne postacie, to dla kogo która z nich jest postacią najukochańszą, a za którą nie przepadają.

    Ja swoją sympatią niezmiennie darzę Włóczykija – jako tą postać która jest synonimem wolności i niezależności. Siebie jednak nie odnajduję w tej postaci. Bliższa chyba jestem Too-tiki. córka lubi Pannę Migotkę, a syn identyfikuje się z Ryjkiem.

    Od ponad pięciu lat prowadzona jest w Polsce akcja „Cała polska czyta dzieciom”. Ostatnie badania wykazały, że znajomość tej akcji deklaruje 85% respondentów.

    Według tych samych badań 17% czyta dzieciom codziennie lub prawie codziennie, 29% 1-2 razy w tygodniu. Badania te dotyczyły osób mających dzieci w wieku 0-10 lat.

     

    Dalsze statystki porównujące ilość czasu jakie dziecko spędza na czytaniu samodzielnym lub słuchaniu czytanych książek, a ile czasu zajmuje mu oglądanie TV i gry na komputerze nie brzmią zbyt optymistycznie.

    Im starsze dzieci tym mniej czasu spędzają z książkami.

    Myślę, że dobrze się stało, że taka akcja powstała. Ludzie którzy nie czytali w dzieciństwie i im nie czytano, rzadko zaczynają czytać książki w starszym wieku. Czyli przynajmniej w teorii pomysł jest dobry. Aby nasze dzieci sięgały do książek musimy je tego nauczyć. Przyzwyczaić do książek, oswoić z nimi.

    Z drugiej strony część osób, część moich znajomych traktuje takie czytanie dzieciom jako rodzaj obowiązku. Wiedzą że się powinno to robić, robią to nawet, ale sami nie czerpią z tego żadnej przyjemności. Czytają byle jak, byle szybciej mieć to za sobą. Moim zdaniem takie czytanie nie ma większego sensu, dziecko wyczuwa nasz stosunek do książki, widzi że nie robimy tego z potrzeby serca czy umysłu tylko z obowiązku. Potem same mogą traktować czytanie jako obowiązek.

     

    Inną sprawą jest to jakiego rodzaju literatura cieszy się popularnością wśród dzieci. W szkole mojego syna ostatnio dzieci domagają czytania sobie „Koszmarnego Karolka”. Ja przeczytałam fragment tej książki i prawdę powiedziawszy mam nadzieję, że moje dzieci długo jeszcze po tą książkę nie sięgną. Główny bohater Koszmarny Karolek, jest dzieckiem niegrzecznym, dręczy kolegów, zwierzęta. Karolek nie żałuje swoich czynów, nie poprawia się. Według mnie to książka ani śmieszna – taka miała być w założeniu, wiem że niektórych ona śmieszy – ani nie jest dobrze napisana. Nie niesie ze sobą żadnych wartości wychowawczych które powinny pojawiać się w książkach dla dzieci, choć nie w natrętny i bezpośredni sposób, lecz przez pozytywne przykłady.

     

    Jednak to dorośli decydują o zakupie książek i to oni kupują takie a nie inne książki. Nie potrafię sobie do końca wytłumaczyć dlaczego. Może nie zadają sobie trudu zajrzenia do książki, może ulegają presji dzieci,  może nie zwracają uwagi na przekaz jaki niesie ze sobą książka.

    Tak więc czytać dzieciom 20 minut dziennie – tak, ale z radością i rozsądnie wybierając literaturę.

    2006

[Home]

ksiązki